W piątek urwałam się dwadzieścia minut z pracy i wypociągowałam do Wrocławia. Szwagierka zwinęła mnie z dworca i poszłyśmy "pogadać" co zakończyło się powrotem do jej mieszkania o godzinie szóstej rano w stanie wskazującym na spożycie. Sobota miała być szczęśliwym dniem, w którym kupię sobie w końcu jakieś buty. Butów nie kupiłam, oczywiście musiałam się zakochać w tych już niedostępnych w całym Wrocławiu (wiem, bo pani sprzedwaczyni mi sprawdziła), ale za to kupiłam sukienkę na ślub koleżanki. Spotkałam... read more